Robaki w karmie pupila? Zwalczę je, by Twój zwierzak był bezpieczny!

Obrazek tytułowy

Cześć, tu Daniel. Wiecie, co daje mi największego kopa w tej robocie? Ten moment, kiedy wchodzę do mieszkania, a na twarzy klienta widzę mieszankę rezygnacji i, nie bójmy się tego słowa, obrzydzenia. A potem, po godzinie, dwóch, widzę już tylko ulgę. Czystą, nieskrępowaną ulgę. I energię, żeby znowu cieszyć się swoim domem. To jest to!

Pamiętam telefon od pani Anny z Pruszcza Gdańskiego. Głos w słuchawce drżał. „Panie Danielu, ratunku! Coś mi się rusza w misce psa!”. Od razu wiedziałem, że to nie jest telefon z serii „lata mi jedna mucha”. To ten rodzaj problemu, który uderza w najczulszy punkt – w bezpieczeństwo naszego zwierzaka. Byłem u niej w niecałą godzinę.

Na miejscu zastałem ją w kuchni. Obok stał piękny, ale wyraźnie zgaszony golden retriever, a ona wskazywała palcem na worek z karmą. Taki duży, piętnastokilogramowy. Otworzyła go szerzej. Zapach karmy był… dziwny. Taki stęchły, lekko słodkawy. Podszedłem bliżej, włączyłem latarkę. I wtedy je zobaczyłem. Wśród brązowych granulek wiły się setki maleńkich, białych larw. Gdzieniegdzie unosiła się delikatna, lepka pajęczynka. A między tym wszystkim przemykały małe, szarobure ćmy. Bingo. Mklik mączny w pełnej krasie.

Ten worek karmy to dopiero początek

Pani Anna była załamana. „Ale jak to? Przecież to droga karma, kupiona w zeszłym tygodniu! Dbamy o czystość!”. I tu jest pies pogrzebany, że tak powiem. To nie jest kwestia brudu. Te małe dranie to szkodniki magazynowe. Mklik mączny, wołek zbożowy, żywiak chlebowiec… Brzmią jak postacie z bajki, ale to prawdziwi zawodnicy. One nie przychodzą z dworu, bo zapomnieliście zamknąć okna. Najczęściej przynosimy je sami. Właśnie w karmie, w mące, w kaszy, w orzechach.

Wystarczy jedna samica, która złożyła jaja gdzieś na etapie produkcji, pakowania albo w magazynie sklepu zoologicznego. A potem w cieple Twojej kuchni zaczyna się impreza. Z jaj wylęgają się żarłoczne larwy. To one robią największy bałagan. Zjadają karmę, zanieczyszczają ją odchodami, wylinkami. Tworzą te charakterystyczne, sklejone grudki i nitki. A potem przepoczwarzają się w dorosłe owady, czyli te małe ćmy lub chrząszczyki, które wylatują z szafki, gdy tylko ją otworzysz.

Widziałem już różne rzeczy. Klientka z Gdańska Wrzeszcza znalazła całe gniazdo w pojemniku z płatkami owsianymi, tuż obok karmy dla kota. Inny pan z Tczewa miał je w suszonych grzybach, które trzymał na najwyższej półce. To często wierzchołek góry lodowej, bo mogą to być też inne szkodniki w kuchni, które zagrażają Twoim zapasom. One nie są wybredne.

Dlaczego to jest groźne dla Twojego pupila?

„No dobrze, ale czy to jest szkodliwe?” – spytała pani Anna, patrząc z troską na swojego psa. I to jest najważniejsze pytanie. Tak, jest. Po pierwsze, taka zanieczyszczona karma traci wartości odżywcze. To już nie jest pełnowartościowy posiłek, tylko przeżute resztki. Po drugie, odchody i wydzieliny tych owadów mogą wywoływać u zwierzaków reakcje alergiczne. Swędzenie skóry, problemy z sierścią, apatia.

Po trzecie, i najważniejsze, pies czy kot z dobrym węchem po prostu tego nie tknie. Wyczuje, że coś jest nie tak. Będzie podchodził do miski, wąchał i odchodził zrezygnowany. A Ty będziesz się martwić, że jest chory, jeździć po weterynarzach, a przyczyna będzie stała w otwartym worku w spiżarni.

To nie jest coś, co można „przeczekać” albo wybrać robaki ręcznie. To walka z wiatrakami. Wyrzucenie jednego worka to często tylko zaleczenie tematu, a nie jego rozwiązanie.

Dobra, Daniel, to co robimy? Mój plan na święty spokój.

U pani Anny sprawa była jasna. Worek z karmą wylądował od razu w szczelnym worku na śmieci i na zewnątrz. Ale to był dopiero pierwszy krok. Potem zaczęła się moja robota.

  • Dokładny przegląd. Przejrzałem każdą szafkę, każdą szufladę. Produkty sypkie, makarony, przyprawy. Wszystko, co mogło stać się nowym domem dla szkodników. Znalazłem pojedyncze larwy w otwartej paczce bułki tartej. Też poszła do kosza.
  • Czyszczenie. Poprosiłem klientkę o dokładne odkurzenie szafek, zwłaszcza w rogach i szczelinach. Tam mogą kryć się jaja i poczwarki. Odkurzacz od razu na zewnątrz.
  • Dezynsekcja. W tym przypadku wystarczył precyzyjny oprysk wewnątrz pustych szafek. Używam preparatów, które działają kontaktowo i żołądkowo na owady, ale mają niską szkodliwość dla ssaków. Dla mnie ochrona Twojej rodziny i zwierzaków to absolutny priorytet, dlatego dobieram środki tak, by po wyschnięciu i wywietrzeniu były dla nich w pełni bezpieczne. Czasem, gdy problem jest już rozlany po całej kuchni, najlepszym wyjściem jest zamgławianie ULV, które daje im prawdziwą nauczkę i dociera w każdą szczelinę.

Jak zapobiec powrotowi nieproszonych gości?

Po skończonej robocie zawsze siadam z klientem na chwilę i gadamy. Nie zostawiam go z samym paragonem. Dla mnie ważne jest, żeby problem nie wrócił. Dałem pani Annie kilka prostych rad, które i Wam się przydadzą:

  • Pojemniki to podstawa! Nigdy nie trzymaj karmy, mąki czy kaszy w oryginalnych, otwartych opakowaniach. Zainwestuj w szczelne, szklane lub plastikowe pojemniki. Owad się przez to nie przegryzie.
  • Kupuj z głową. Nie rób zapasów karmy na rok do przodu. Lepiej kupować mniejsze worki, a częściej. Zawsze sprawdzaj datę ważności.
  • Zrób inspekcję po zakupach. Zanim wsypiesz nową karmę do pojemnika, przesyp ją do dużej miski i obejrzyj pod światło. Szukaj nitek, grudek, małych robaczków. Lepiej stracić parę złotych na jeden worek, niż potem walczyć z całą plagą.
  • Czystość w szafkach. Regularnie, raz na kilka miesięcy, opróżniaj szafki z produktami sypkimi i dokładnie je odkurzaj i myj.

Kiedy wyjeżdżałem z Pruszcza, golden pani Anny już merdał ogonem, zajadając nową, świeżą karmę z czystej miski. A jego właścicielka? Uśmiechała się. I właśnie dla takich momentów uwielbiam to, co robię. Czuję, że naprawdę komuś pomogłem odzyskać spokój.

Każdy dom i każdy problem jest inny. Czasem to mole w karmie, czasem prusaki za lodówką. Zawsze wolę pogadać, usłyszeć, co się dzieje, zanim zaproponuję rozwiązanie. Jeśli coś Cię niepokoi w Twoim domu w Gdańsku, Sopocie, Gdyni czy gdziekolwiek w okolicy – po prostu zadzwoń. Pogadamy i coś na to poradzimy.

Przewijanie do góry