Ukryte szkodniki w wentylacji? Zwalczanie przywróci świeży oddech!

Obrazek tytułowy

Cześć, tu Daniel. Wiecie, co mnie ostatnio zastanowiło? To, że ludzie wydają kupę kasy na odświeżacze powietrza. Wtyczki do kontaktu, spraye o zapachu morskiej bryzy, leśnej polany… A czasem problem nie leży w tym, co jest w pokoju, ale w tym, co jest w ścianie. I to dosłownie.

Dzwoni do mnie ostatnio pani z Gdyni Orłowa. Mieszkanie – palce lizać. Wszystko lśni, pachnie, widać, że dba o porządek. Ale mówi, że od tygodnia czuje w łazience i kuchni taki dziwny, słodkawy, stęchły zapach. Taki, wiecie, nie do opisania. Trochę jak mokra szmata zapomniana za pralką, ale z jakąś taką organiczną nutą. Mówi, że sprzątała już wszystkim, co miała pod ręką, a zapach wraca, szczególnie wieczorem. Słuchajcie, ja uwielbiam takie zagadki! To jest ten moment, kiedy moja praca przestaje być tylko zwalczaniem robaków, a staje się trochę detektywistyczną robotą.

Wpadam do niej, rozmawiamy. Faktycznie, wchodzę do łazienki i jest. Ten zapaszek. Niby subtelny, ale wwierca się w nos. Klientka już załamana, myśli, że może gdzieś rura pękła, że wilgoć wchodzi w mury. A ja od razu patrzę w górę. Na kratkę wentylacyjną. Taka zwykła, biała, plastikowa. Pytam, czy kiedykolwiek ją czyściła. Popatrzyła na mnie zdziwiona. „Panie Danielu, no przecieram z kurzu, jak każdą inną”. No jasne, kto by tam grzebał głębiej?

To co się dzieje za tą kratką? Autostrada dla nieproszonych gości

Poprosiłem o śrubokręt i małą drabinkę. Dźwięk odkręcanej śrubki, plastik lekko trzeszczy. Zdejmuję kratkę, a pani aż się cofnęła. To, co zobaczyliśmy w snopie światła z mojej latarki, nie było przyjemne. Cały początek kanału wentylacyjnego był pokryty taką czarną, lepką mazią. Mieszanina kurzu, tłuszczu z gotowania (bo to ten sam pion, co w kuchni) i… no właśnie. Drobne, czarne kropeczki. Pajęczyny, resztki jakichś pancerzyków, a w rogu coś, co wyglądało jak małe gniazdko z nadgryzionych kawałków papieru.

Wyjaśniłem jej to, co teraz powiem Wam. Te wszystkie piony wentylacyjne w blokach w Gdańsku, Sopocie czy Pruszczu Gdańskim to istne autostrady dla szkodników. To dla nich idealne środowisko. Ciemno, ciepło, nikt tam nie zagląda. Z dołu, z kuchni, unosi się para z gotowania, zapachy, resztki tłuszczu osiadają na ściankach. To dla prusaków istna restauracja z dowozem. One nie muszą nawet wchodzić do mieszkania, żeby się najeść. Żyją sobie w pionie, a do lokalu wpadają tylko na deser.

Słyszycie czasem w nocy jakieś dziwne szelesty, drapanie w ścianie? To nie duchy. To mogą być właśnie one. Czasem to też mysz, która wciśnie się w najmniejszą szczelinę, zbuduje gniazdo w tej ciepłej, brudnej wełnie mineralnej, która ociepla rury, a potem… no cóż, zdechnie. I wtedy zaczyna się ten charakterystyczny, mdły smród padliny, który potrafi utrzymywać się tygodniami. Wtedy ludzie szaleją, szukają źródła, a ono jest metr nad ich głową, ukryte za cienką warstwą plastiku.

Zapach to jedno, ale co z powietrzem, którym oddychasz?

Ale to nie tylko smród. Pomyślcie logicznie. Wentylacja ma Wam dostarczać świeże powietrze, a wyciągać zużyte. A co się dzieje, gdy cały ten system jest zagrzybiony i pełen życia? Wdmuchuje do Waszego mieszkania zarodniki pleśni, resztki odchodów insektów, roztocza, sierść gryzoni. Wszystko to, co jest idealnym wyzwalaczem alergii i astmy. Nagle dziecko zaczyna więcej kaszleć, Was ciągle drapie w gardle, macie zatkany nos, a lekarz rozkłada ręce, bo testy alergiczne nic nie wykazują. A Wy po prostu oddychacie tym całym syfem. Walka z wiatrakami.

Miałem kiedyś zlecenie w restauracji w centrum Gdańska. Kucharze skarżyli się na karaluchy. Zrobiliśmy zabieg w kuchni, wszystko super, ale po miesiącu problem wracał. Okazało się, że główna kolonia nie była za szafkami, ale właśnie w potężnym, tłustym od oparów wyciągu wentylacyjnym nad kuchnią. To była ich baza wypadowa. Dopiero porządne czyszczenie i zabezpieczenie całego systemu dało im święty spokój. Zresztą, problem nieproszonych gości od sąsiadów czy z takich właśnie wspólnych przestrzeni to klasyka gatunku.

Jak wygląda takie czyszczenie wentylacji?

To nie jest tak, że psiknę tam jakimś sprayem i po sprawie. To byłaby fuszerka i zaleczenie tematu, a nie rozwiązanie. Najpierw trzeba zrobić inspekcję, czasem nawet małą kamerą na wysięgniku, żeby zobaczyć, co tam się dzieje i jak daleko sięga problem. Potem jest mechaniczne czyszczenie – specjalne szczotki, odkurzacze przemysłowe. Trzeba ten cały biologiczny bałagan stamtąd fizycznie usunąć.

Dopiero po takim czyszczeniu można działać dalej:

  • Dezynfekcja: Stosujemy środki, które zabijają bakterie, wirusy i grzyby. To usuwa nie tylko zagrożenie dla zdrowia, ale też ten paskudny zapach stęchlizny.
  • Dezynsekcja: Jeśli problemem były owady, aplikujemy preparat w formie żelu lub zimnej mgły (zamgławianie ULV), który dociera w każdą szczelinę i likwiduje zarówno dorosłe osobniki, jak i ich jaja.
  • Deratyzacja: W przypadku gryzoni, po usunięciu gniazd i nieczystości, zabezpieczamy system tak, by nie mogły wrócić.

Cały proces musi być dobrze zaplanowany. Gdy rozmawiam z klientem, zawsze tłumaczę mu każdy krok, żeby wiedział, co robimy i dlaczego. W końcu tworzymy protokół zabiegowy z Tobą, żadnych niedomówień i nieporozumień być nie może. U pani z Gdyni okazało się, że to była kolonia prusaków, która żywiła się tym, co osiadało w kanale. Po dokładnym wyczyszczeniu i zastosowaniu żelu problem zniknął. A ten zapach? Uleciał razem z nimi. Ta ulga na jej twarzy – bezcenne. Daje mi to niesamowitego kopa do dalszej pracy!

Czasem najprostsze rozwiązania są tuż obok. A czasem problem jest ukryty tam, gdzie nikt nie patrzy. Jeśli macie w domu dziwne zapachy, których nie da się pozbyć, albo słyszycie coś niepokojącego, to zanim kupicie kolejny odświeżacz, spójrzcie w górę na swoją kratkę wentylacyjną. A jak nie wiecie, co z tym zrobić, to po prostu zadzwońcie. Czasem wystarczy krótka rozmowa, żeby znaleźć przyczynę. Pogadamy, doradzę, co i jak. Czasem święty spokój i świeży oddech w domu są prostsze do osiągnięcia, niż myślicie.

Przewijanie do góry